Przez 7 dni oczyszczałem powietrze. I jestem zachwycony

Barnaba Siegel | 8 marca 2018
Udostępnij Tweetnij Wykop
Ze smogiem nie ma żartów. Zanieczyszczenie to nie tylko statystyki i procentowe dane, ale coś, co realnie czuć w nosie i w gardle. Niestety pyły dostają się także do mieszkań. Postanowiłem więc przetestować profesjonalny oczyszczacz. Efekt przerósł moje oczekiwania.

Myślałem, że jestem bezpieczny
Mieszkam w Warszawie, na Bielanach. To dzielnica uchodząca za mocno zieloną. Co prawda niedaleko przebiega jedna z większych tras samochodowych, ale za to mam w pobliżu także gigantyczny park. I bloki zamiast domków jednorodzinnych, których kominy często przynoszą zdecydowanie więcej trucizny niż spaliny tysięcy samochodów. Dlatego do tej pory nie bałem się o jakość powietrza w domu czy w okolicy. Wydawało mi się, że jestem bezpieczny.

Są jednak dni, gdy po wyjściu na zewnątrz wyraźnie czuć, że coś jest nie tak. A że w domu lubimy wietrzyć, część z tego siłą rzeczy przedostaje się do środka. Jesteśmy szczęśliwymi rodzicami bardzo małego jeszcze dziecka, więc naturalnie zaczęliśmy zastanawiać się, czy aby na pewno jest tak różowo, jak nam się wydawało. I czy przypadkiem nie powinniśmy zacząć się bać.

Na jakość powietrza zwrócił mi też uwagę kolega z pracy, który mieszka zdecydowanie bliżej centrum. Po przebudzeniu na mierniku pyłów PM2,5 i PM10 odnotowywał wartości na granicy dopuszczalnego poziomu, czyli odpowiednio 25 µg/m3 oraz 50 µg/m3. Pożyczyłem więc miernik i okazało się, że u mnie jest bardzo podobnie. Choć nie czułem, żeby moje domowe powietrze było złe, to wcale dobre nie było. Czas więc zastosować środki zaradcze, a akurat trafiła się okazja, by przez tydzień przetestować profesjonalny oczyszczacz powietrza. Świetnie! Pomyślałem też, że przy okazji rozprawi się ze zwykłym, swojskim kurzem.

Pierwsze wrażenia
Po niedługiej podróży autem, Sharp KC-D60EU wylądował w mieszkaniu. Wyjmuję opasłą instrukcję – na szczęście grubość wynika tylko z liczby wersji językowych – czytam o poradach użytkowania i szybko przechodzę dalej. Widzę, że jest dużo trybów pracy, ale mnie interesuje na razie ten najbardziej podstawowy. Chcę włączyć sprzęt i zobaczyć, jak w ogóle działa.

Na start muszę jeszcze zamontować filtry i wlać wodę do zbiornika, jeśli chcę mieć dodatkowo nawilżanie (a chcę, czemu nie). Na szczęście sprzęt Sharpa jest wykonany tak, żeby jego rozebranie na części i ponownie złożenie było odporne na największe niezdary. Wszystko gładko się otwiera i zamyka na jedno kliknięcie, nie ma żadnych śrubek, skręcania czy mocowania się.

Naciskam więc guzik "On" i… sprzęt w zasadzie przejmuje kontrolę. Jedną z głównych zalet tego modelu sprzętu jest tryb Intelligent Mode. Za pomocą szeregu czujników sam diagnozuje największe problemy w pomieszczeniu. Zaczyna od działania z pełną mocą, a ja na ekranie LCD (i z instrukcją w ręku) patrzę, co się aktualnie dzieje.

Oczyszczacz słusznie wykrył, że jest u mnie suche powietrze. Włącza się nawilżacz, a ja obserwuję na ekranie procentowy poziom wilgotności w pomieszczeniu. Inna ikona wskazuje, także poprawnie, że w powietrzu sporo jest kurzu. Stąd praca na wysokich obrotach i włączona jonizacja powietrza, która przyspiesza oczyszczanie i likwiduje drobnoustroje. Sharp może się tutaj pochwalić opatentowaną technologią Plasmacluster – inne oczyszczacze tego nie mają.

Postanawiam zostawić sprzęt w spokoju na kilka godzin. Biorę wózek i wychodzę na dłuższy spacer z dzieckiem. W międzyczasie oczyszczacz sam dobiera tryby. Po krótkim czasie zaczyna pracować spokojniej, na niższych obrotach. Co się dzieje po powrocie? Z jednej strony nic spektakularnego, ale w końcu miałem tylko trochę fruwającego kurzu, a nie opary dymu. Ale gdy posiedziałem chwilę przy książce, poczułem, że faktycznie powietrze jest czystsze, a w promieniach słońca nie widać wirujących pyłków. Pierwszy test zdany.

To teraz na poważnie
Do drugiego testu podszedłem już na całego – z miernikiem pyłów. Efekt był znakomity. W jednym pokoju oba typy pyłów po ledwie dwóch godzinach oczyszczania zeszły z poziomu ok. 25 i 40 (odpowiednio dla PM2,5 i PM10) do 10-13. Najważniejsza w moich oczach funkcjach została spełniona bez zarzutu. Potencjalnie niebezpieczne cząstki zostały obniżone do bardzo niskiego poziomu.

Już w tym momencie byłem z działania KC-D60EU bardzo zadowolony. Ale po wczytaniu się w instrukcję i kilku kolejnych dniach użytkowania, zdałem sobie sprawę, że to nie koniec. Sprzęt został przygotowany z myślą o tym, aby był użytkowany codziennie – a nie "od święta" czy w momencie alarmu smogowego.

Prosty interfejs pozwala dobrać tryb pod aktualne potrzeby. Może wyłapywać kurz i pyły, może zrobić godzinne, intensywne oczyszczanie pomieszczenia, może działać na wysokich obrotach, a może cichutko towarzyszyć nam podczas snu. Opcja "deszczu" jonami plasmacluster pozwala odświeżyć garderobę, zasłony czy inne materiałowe wyposażenie. Początkowo byłem sceptyczny, ale to naprawdę czuć! Dowiemy się także, jaką mamy temperaturę w pokoju i jaki jest obecnie pobór mocy urządzenia.

Rozbudowany timer to z kolei narzędzie do tego, aby Sharp włączał się i wyłączał o określonej porze. Chcemy wrócić do mieszkania ze świeżym powietrzem? Nie ma problemu. Chcemy, aby popracował w nocy i się wyłączył? Da się. Chcemy zwiększyć poziom wykrywania pyłów, a obniżyć wykrywanie ruchu, żeby panel LCD nie włączał się za często? Zablokować panel przed dziećmi? Od wszystkiego są odpowiednie opcje. Trzeba się w to trochę wgryźć, ale warto, bo poza trybem w pełni automatycznym jest tu sporo opcji, które docenia się dopiero po pewnym czasie użytkowania.

Na koniec spodobała mi się jeszcze jedna rzecz – sposób konserwacji i oczyszczania. Tu nie ma stałych elementów, które wywala się do śmieci i kupuje na nowo. Czy filtrów, które wymienią jedynie specjaliści. Wszystko załatwimy przy pomocy wody, detergentu lub odkurzacza. A to pozwoli nam, w przeciwieństwie do wielu urządzeń AGD, korzystać z oczyszczacza przez lata. Zresztą najważniejszy filtr, czyli HEPA H13 zatrzymujący pyły PM2,5 i PM10, może działać bez konieczności wymiany nawet 10 lat!

Sharp KC-D60EU to przede wszystkim inwestycja w wygodę i możliwość szybkiego dostosowania sprzętu do naszych potrzeb. Niezależnie od tego, czy zmagamy się ze smogiem w okolicy, latającym po mieszkaniu kurzem, czy chcemy mieć czystsze i nawilżone powietrze, produkt japońskiego koncernu zdecydowanie się sprawdza. Mi wystarczyło siedem dni, by się do niego w pełni przekonać. Dziękuję, nie mam pytań. No, może gdyby jeszcze tylko sam jeździł z jednego pokoju do drugiego.

Udostępnij Tweetnij Wykop
Przeczytaj również:
Wyłącz Adblocka, aby w pełni cieszyć się zawartością tej strony.